Gdy Twoja ukochana książka lub seria doczeka się adaptacji filmowej, na ogół Ty nie możesz doczekać się wprost seansu. Z jednej strony to wspaniałe, że dostajesz możliwość zobaczenia owej historii na ekranie, z drugiej natomiast oczekiwania na ogół są wyśrubowane.
Czytając książki niemal od razu wizualizujesz sobie bohaterów, miejsca i momenty. Do opisów autora dodajesz własne skojarzenia i tak oto powstaje wizja idealna. Jeżeli reżyser interpretuje dzieło po swojemu, to w najlepszym razie czujesz niedosyt, w najgorszym rozczarowanie. Bohaterowie Jeżycjady są charakterystyczni, nawet jeżeli są zupełnie zwyczajni. Autorka opisuje gesty, sposób chodzenia, mimikę i spojrzenie. Każda postać jest jakby utkana od początku do końca, a każda kolejna część ten obraz poszerza.
Wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, dlaczego polscy twórcy nie zainteresowali się Jeżycjada, zwłaszcza w kontekście całkowitej posuchy na dobre polskie kino familijne i młodzieżowe. Może jest to zadanie zbyt trudne?

Filmową adaptacją dwóch części Jeżycjady jest dzieło „ESD”, w reżyserii Anny Sokołowskiej, powstałe w 1986 roku. ESD pokazuje wydarzenia z „Kwiatu kalafiora” i „Idy sierpniowej”. Z początku nie wydawało mi się to zbyt szczęśliwym pomysłem, ponieważ jak wiemy, „Ida sierpniowa” przedstawia perypetie tytułowej bohaterki, podczas jej samotnych wakacji w Poznaniu. Brak kontaktu z rodziną i konieczność podjęcia pracy, spowodowały pewną lawinę wydarzeń w Idusiowym życiu. Zatem czy ma to ten sam sens, gdy cała rodzina Borejków przebywa grzecznie w domu, a za oknem króluje sroga zima? Wbrew pozorom nie wyszło najgorzej. Dwiema głównymi bohaterkami ESD są zatem Gabrysia i Ida równocześnie. I równocześnie w życiu obu dziewczyn występują zawirowania miłosne. Tak, jak i w książkowym pierwowzorze, mama Borejko przebywa po operacji w szpitalu, a starsze córki muszą przejąć opiekę nad domem, w tym ojcem i młodszymi siostrami. Postawa Ignacego w tej sytuacji, a raczej jego bezradność, do tej pory budzi mieszane uczucia, ale o tym innym razem.
Po pierwsze, jakkolwiek to zabrzmi, w filmie zabrakło wszelkich odcieni rudości. Wiemy, że u Borejków rudy kolor włosów jest cechą charakterystyczną, w genetycznym spadku po ojcu Ignacym. Ewentualnie ustępuje on jasnym słomianym blond czuprynom po mamie Mili. No i tu mamy zgrzyt, ani mama ani tata Borejko wyglądem w filmie do tych opisów nie nawiązują. Podobnie, jak i córki. Bohaterowie całej serii zostali opisani tak szczegółowo, że ich fizjonomia w ekranizacji ma dla fanów równie duże znaczenie, jak fabuła.
Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że znalezienie tylu aktorów, którzy wyglądaliby jak rodzina, jest wyzwaniem. Chociaż w przypadku rudej rodzinki Weasleyów z serii Harry Potter to zadanie udało się znakomicie.

źródło: http://www.sfkadr.com
Gaba książkowa, a Gaba filmowa to dwie różne osoby. I trudno mi było o tym zapomnieć. Piegowata blondynka o krótkiej blond czuprynie i ciemnych kpiących oczach, nosząca się po męsku, zostaje zastąpiona brunetką z końskim ogonem. Nie jest oczywiście bardzo źle, Gaba jest sarkastyczna, charyzmatyczna i władcza, choć brakuje jej pewnego wycofania i taktu, znamiennego dla tej bohaterki.

http://www.sfkadr.com
Z Idą poszło nieco lepiej. Co prawda zabrakło w jej przypadku jakże ważnego momentu ścięcia loków na krótko, ale przynajmniej jej fryzura pobłyskuje na rudo. Aktorka uroczo oddaje rozmarzony uśmiech Idy i wiecznie zamyślenie. Udało się nawet oddać Idusiową skłonność do przesady. Niestety przez połączenie dwóch części w jeden film, straciliśmy sporo z fabuły, choć wiadomo, że pewnie nie udałoby się wszystkiego w tym czasie zmieścić. Niestety nie uwzględniono przedniej, początkowej sceny, kiedy do Ida odwiedza wujostwo tuż po powrocie z feralnych wakacji w Czaplinku.
Nie tylko ambicje miała Ida wybujałą. Upór też. Wszystkie właściwie cechy jej charakteru – i te dobre, i te złe- były silnie wybujałe. Szarpały nią uczucia o wielkiej mocy, a nieszczęście polegało na tym, że zupełnie nie umiała ich ukryć.
To jeden z moich ulubionych opisów o Idzie. I filmowo tej gwałtownej nutki bohaterce nieco zabrakło. Z resztą nie tylko jej, mama Borejko jest tu raczej miła i ciepła, bez istotnej dozy ironii. Tata Borejko za to jest owszem zaczytanym erudytą, oderwanym od rzeczywistości. Nieco nieobecnym i nieco w opozycji do otaczającego go świata. Pomijając brak podobieństwa, grający go Janusz Michałowski, poradził sobie z rolą naprawdę dobrze. Podobnie Halina Łabonarska, czyli filmowa Mila. Cała grupa ESD fizycznie również jest daleka od pierwowzorów.
Po drugie wprowadzono kilka zmian fabularnych, nie do końca potrzebnych. Przykładem jest pomysł na powstanie grupy ESD, który przypisano tu Idzie. Nie do końca wiem, kto gra jakże ważną postać Anieli Kowalik czy Danki Filipiak. Są raczej zepchnięte na dalszy plan. Reszta wydarzeń jest raczej wiernie oddana. Wojciech Malajkat świetnie zagrał chorującego Krzysia, którego z opresji wyratowała sama Ida. Sąsiadka Szczepańska faktycznie myli ESD z LSD, co kończy się donosem na grupę do dyrektora liceum. Ida „załatwiła” braci Lisieckich na zielono. Profesor Dmuchawiec jest charyzmatyczny, zaangażowany i nieco porywczy. Mieszkanie Borejków jest trochę zagracone i przytulne, choć brak w nim wielkich regałów wypełnionych książkami. Brak również zielonych ścian w zielonym pokoju. Zupełnie uroczo wypadły młodsze Borejkówny. Pulpecja ciągle bada, co tonie w domowej umywalce, począwszy od misia, przez kiełbaskę, aż do zawartości portfela ojca. Lisieccy są irytujący, a zatem rozbrajająco bezbronni, gdy zostają pozostawieni sami sobie. Rudy kościotrup zwycięża, okazując pomoc dzieciom, który były tak bardzo dla niej niemiłe. To ją buduje i dodaje skrzydeł, co widać w spojrzeniu pełnym radości. Chłodna Gabriela stopniowo rezygnuje ze swego dystansu, pod wpływem starań Pyziaka. Film może pochwalić się niemal doskonałymi postaciami teoretycznie negatywnymi, czyli panią Szczepańską czy matką Lisieckich. Obie świetnie zagrane i zaskakująco ludzkie w swoich emocjach.

http://www.sfkadr.com
Podoba mi się sposób oddania rozterek dorastających na naszych oczach bohaterów. „Biedne, zakompleksione stworzenie” rzeczywiście pokonuje swoje lęki i rozkwita dzięki wierze w siebie. Ratuje najpierw Krzysia, a później małego Lisieckiego, zgodnie z radą matki, zapominając na chwilę o sobie.
Film świetnie oddaje klimat lat 80. Jego szarzyznę i pewien urok, prywatki, spotkania towarzyskie, biedę, ale i umiejętność cieszenia się z małych rzeczy. Zagrało tu kilkoro znanych aktorów, takich wymienieni Janusz Michałowski i Halina Łabonarska, czy Leonard Pietraszak jako doktor Kowalik, Mieczysław Voit jako pan Paszkiet, Irena Kownas, Helena Kowalczykowa, Paweł Nowisz.
Do ról młodszych bohaterów zaangażowano studentów szkół aktorskich i filmowych, z których spora gromadka zyskała sławę parę lat później. Należą do nich: Wojciech Malajkat, Zbigniew Muszyński, Paweł Wilczak, Adam Kamień, Krzysztof Ibisz, Rafał Wieczyński. Bardzo podobała mi się muzyka, doskonale dopasowana do tematu przewodniego, czyli ESD. Przy scenariuszu pracowała zaś sama Małgorzata Musierowicz. Twórcą plakatu promocyjnego jest Andrzej Pągowski.
Podsumowując, czułam niedosyt, jeżeli chodzi o dbałość o detale, takie jak charakteryzacja czy scenografia. Jednak później doszłam do wniosku, że to, co najważniejsze w „Kwiecie kalafiora” i „Idzie sierpniowej”, zostało zachowane. Ciepło, więzi z bliskimi, być niż mieć, dobro, które powraca. ESD to wyłuskanie i celebrowanie tych wartości, nie tak piękne, jak w książkach M. Musierowicz, ale wciąż udane.
Kto jeszcze nie oglądał filmu, niech zajrzy tutaj:









Dodaj komentarz