Normalni ludzie – o millenialsach nie tylko dla millenialsów

„Normalni ludzie” to jeden z tych serialów, które oglądasz przez palce, bo wiesz, że Connell i Marianne znowu sobie wszystko zepsują, a ty będziesz siedzieć i krzyczeć na ekran „no gadaj wreszcie z nią normalnie!”.
Ale w tym cała magia tej produkcji. Paul Mescal i Daisy Edgar-Jones stworzyli chyba najbardziej autentyczną parę w telewizji ostatnich lat. Ich relacja to mistrzowski kurs tego, jak ludzie potrafią się kochać i jednocześnie robić sobie krzywdę z czystej nieporadności. Żadnych wielkich gestów, żadnej patosu – tylko dwie osoby, które nie potrafią ze sobą być, ale też nie potrafią bez siebie żyć.

Co mnie urzekło najbardziej? Ta szczerość w pokazywaniu młodości. Nie ma tu idealizacji ani demonizacji – są po prostu ludzie próbujący się odnaleźć. Marianne z jej rodzinnymi traumami i Connell z jego klasowym kompleksami to nie są stereotypy, to są prawdziwi ludzie, których pewnie znasz ze swojego życia.
Serial nie boi się ciszy, nie boi się pokazać, że czasem najważniejsze rzeczy dzieją się między słowami. A irlandzkie krajobrazy w tle? Poezja czysta.
Jedyne, czego żałuję, to że mam tylko 12 odcinków. Ale może lepiej tak – niektóre historie powinny kończyć się, zanim przestaną boleć w ten piękny sposób.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *