Patrycja Borejko

Pulpecja – jeżycjadowa Atalanta

Mam niepoprawną skłonność do analizowania postaci, ale wygląda na to, że całkiem Wam się to podoba! W tym wpisie przyjrzymy się Patrycji Borejko, znanej jako Pulpecja. Najmłodsza, nieco niepokorna, ale bardzo urokliwa z sióstr Borejko.

Pulpa pojawia się po raz pierwszy w trzeciej części Jeżycjady, wówczas będąc rozkosznym kilkuletnim berbeciem, który uwielbia zadawać dziwne pytania, testować umiejętności pływackie różnych rzeczy i ponad wszystko jeść. To ostatnie będzie jej towarzyszyło również później.

W 8. części Jeżycjady poznajemy Patrycję już jako nastolatkę, będącą w klasie maturalnej.

Patrycja była najmłodsza z panien Borejko i dlatego zapewne – wyraźnie leniwa. Wszyscy w rodzinie traktowali ją zawsze jak dziecko, toteż wyrobiła sobie przekonanie, że jest słodka. Ponadto natura obdarzyła ją niezmąconą pewnością siebie, siłą ducha i spokojem wewnętrznym – niczym, jak dotąd, niezachwianym.

I już wtedy ją polubiłam. Cóż to za nowa jakość na tle rodziny Borejków! Osoba absolutnie zadowolona z siebie, nieskromna, ale też nie egoistka.

Jaskrawe światło rozbłysło wśród białych i niebieskich kafelków, a lustro naprzeciwko wejścia odbiło krągłą twarz o policzkach jak róże i ustach jak maliny. Patrycja z upodobaniem zajrzała z bliska w szklaną taflę. Lubiła swój typ urody. Nie przeszkadzało jej przezwisko Pulpecja, nadane przez rodzinę. Nie brała też sobie do serca złośliwości Idy, która nieustannie namawiała swą najmłodszą siostrę do odchudzania się. Co tam, niech sobie gadają. Patrycja miała wszak oczy i sama widziała, jak jest. Uroda. Duża uroda, świeżość i czar oraz zdrowie fizyczne i moralne. Dołeczki w policzkach, cera jak aksamit, zęby jak perły po prostu. Całkiem z bliska ujrzała w zwierciadle, że jej oczy lazurowe są dziś wyraźnie zapuchnięte. Trzeba by je chyba umyć lodowatą wodą, żeby jakoś wyglądać – ale przecież nie w tych warunkach! Patrycja, która nie lubiła utartych schematów, odkręciła kran z gorącą wodą, po czym zażyła rozgrzewającej kąpieli. Zimny prysznic co rano – to była specjalność Gabrieli, najstarszej siostry, charakterystyczny dla niej przejaw tendencji do samoudręczenia. Nic dziwnego, że znalazła sobie na męża akurat kogoś takiego jak Janusz Pyziak, który spokojnie porzucił ją z dwojgiem dzieci. Donżuani w tym typie nieomylnie wybierają właśnie takie bohaterki jak Gaba. Jeśli chodzi o Patrycję, była świadomą sybarytką.

Nastoletnia Patrycja o miłości zbytnio nie marzyła, a miała wręcz krytyczne na nią spojrzenie. Jednak lubiła adorację ze strony płci przeciwnej i z premedytacją flirtowała. Do małżeństwa nastawiona była negatywnie, co jest z zupełną nowością w tradycyjnej rodzinie Borejków. Akcja Pulpecji rozpoczyna się tuż przed ślubem Idy, zatem rozważania Patrycji są naznaczone obserwacją zachowania jej starszej siostry.

Masz – podała siostrze błękitny kubek i przyjrzała się jej krytycznie. – Marnie wyglądasz – powiedziała z troską. – Marniutko.

– No, dzięki!!! – wrzasnęła Ida, wymachując rękami.

Ja tam za mąż nie wychodzę – postanowiła Pulpecja. – To źle wpływa na cerę.

– Patrycja!!!

– Na wszystko inne zresztą także. Zauważ, że nawet najpiękniejsze i najmądrzejsze kobiety po założeniu sobie na szyję węzłów małżeńskich brzydną i głupieją w oczach. Małżeństwo szkodzi na urodę i inteligencję, oto prosty wniosek ex promptu.

Jak to w Jeżycjadzie bywa, i ta część, z Patrycją jako główną bohaterką, jest po okładki zanurzona w ciekawym kulturowym sosie. W „Pulpecji” – to uwspółcześniony mit o bezkompromisowej biegaczce Atlancie; przebijała ona włócznią zalotników nieumiejących jej doścignąć. Aż trafił się niejaki Hippomenes, który ją przechytrzył, rzucając w biegu na ziemię złote jabłka. Ciekawość przeważyła: Atlanta podnosiła jabłka, a przez to przegrała wyścig i musiała oddać rękę zwycięzcy.

Podobnie jest w przypadku pogodnej, pewnej siebie Patrycji, która na brak adoratorów nie może narzekać. Jednak z przyjemnością odtrąca jednego po drugim – dystyngowanego Marcelka, nachalnego Wojtka, zarozumiałego Jacunia. Jej serce zdobywa Baltona; dawny uroczy łobuz z „Szóstej klepki” i pociągający zawadiaka z „Noelki” nareszcie awansował do pierwszoplanowej roli. Florian Górski – bo tak naprawdę nazywa się Baltona – jest jedną z najciekawszych męskich postaci w Jeżycjadzie. Patrycja pozornie panowała nad wszystkim w swoim życiu, jednak doświadczała jakiegoś przedziwnego zgrzytu wewnętrznego. Być może katalizatorem zbliżających się zmian jest nadchodząca matura, jednak spory udział w tym wszystkim ma niespodziewanie i trochę niechciane uczucie do Baltony. Patrycja lubiła mieć kontrolę nad swoim życiem, a to zauroczenie zupełnie ją naruszyło. Podobnie ciążyło jej pewne rodzinne brzemię oczekiwań, jak do tej pory wszystkie córki Borejko śpiewająco zdawały maturę i doskonale wiedziały, co chcą robić dalej. Natomiast Patrycja była zagubiona i wciąż poszukiwała własnej tożsamości na tle galerii silnych postaci w rodzinie.

W rozmowie z Natalią na temat tego, że według siostry Pulpa stała się ostatnio nieco zgryźliwa, Patrycja odpowiada:

Ja tylko – powiedziała – ja tylko, moja droga, walczę o własną tożsamość.

Patrycja w pewnym sensie odstaje od Borejków – kocha swoich bliskich, a jednocześnie marzy o odcięciu pępowiny. Nie przepada za Jeżycami, które uważa za zbyt gwarne, szare i nieładne. Nie wyznaje życiowego minimalizmu, ceni sobie bardziej zaradność, co jest pewnym przytykiem w stronę ojca. Z przyjemnością odnajduje się na wsi, pośród lasów i jezior. Kocha naturę i jej spokój. Zupełnie nie chce podążać za rodzinną tradycją kierunków humanistycznych, chce studiować ekonomię, choć za nią nie przepada. Z dystansem patrzy na starsze siostry, które już powychodziły za mąż, ma bowiem inne aspiracje. Chce być kobietą biznesu, nosić żakiety w pepitkę, bluzki koszulowe i szpilki od Diora. Patrycja poszukuje samej siebie – jej cicha wojna z rodzicami, jak wyzna jednej z sióstr, jest właśnie walką o własną tożsamość.

Wśród tak silnych osobowości nie jest to łatwe. W moim odczuciu rodzina Borejko, oprócz Natalii, zupełnie nie zauważała i nie chciała zauważyć kryzysu najmłodszej córki. Nikt nie dopuszczał do siebie myśli, że Patrycja może nie zdać matury i że jej zachowanie pełne skrajnych emocji może zwiastować większy kryzys. Oprócz poszukiwania prawdy o sobie Patrycja chce się dowiedzieć, czym jest miłość. Postanowiła żyć bez niej, wygodnie i lekko. Bawi się uczuciami Marcelka, choć nie za wiele mu również oferuje.

– Czy mógłbym cię pocałować? – Patrycja się zdziwiła.
– Ależ po co? Już ci mówiłam, chłopcze, daj sobie spokój. Przechowaj to kłębowisko namiętności dla kogoś innego.
– Patrycja! (…) Czy ty nie masz serca?
– To jest możliwe (…) Może dzięki temu żyje mi się tak przyjemnie – dodała.
– Ja… – rzekł Marceli, zamykając oczy i zaciskając pięści. – Ja… chyba się w tobie zakocham.
– Hominis est errare – odrzekła ona lekko. – Dobranoc!

Znaczenie łac. cytatu: Rzeczą ludzką jest błądzić.

A więc wielbiciele Patrycji specjalnego wrażenia na niej nie robili. Baltona jest pewnym wykrzyknikiem w jej życiu. Znają się od piaskownicy, przyjaźnią się z Romą i Tomkiem Kowalikami. On jest typem buntownika, choć porzuca ten tryb życia dla założenia wymarzonej kwiaciarni, co z resztą okazało się bardzo udanym biznesem. Patrycja nie wie, czy jej serce rzeczywiście darzy go uczuciem, czy może jest to pewien przejaw pogoni za niedostępnym. A zdecydowanie Florian odtrącił ją niejeden raz. Jednym z moich ulubionych momentów w tej części jest rozmowa Gabrysi z załamaną Patrycją, tuż przed ślubem z Grzegorzem. Patrycja zapytała starszą siostrę o to, po czym rozpoznaje miłość.

Nie, nie dlatego. Tylko powiedz mi, skąd ty wiesz, że go kochasz? I, co ważniejsze: skąd wiesz, że on kocha ciebie?

Oj, zadajesz pytania osobiste – odparła Gaba z rezerwą.

Czy nie mogę zadać osobistego pytania własnej siostrze? Kogo mam spytać? Mamy… się wstydzę.

A ja kiedyś właśnie mamę spytałam o to samo – roześmiała się Gabriela. – W związku z Ja… Januszem. Od razu mi powiedziała, że doświadczenie ma tylko z jednym, absolutnie nietypowym egzemplarzem. Ale że na moim miejscu nie wierzyłaby Py… Pyziakowi.

No i patrz, miała rację.

Miała.

A teraz? Z Grzegorzem? Co ci mama radzi?

Teraz już nic mi nie radzi. Myśli, że ja sama wiem.

A ty wiesz?

Wiem tylko, że nic nie wiem – Gabrysia popadła w zamyślenie. – Zawsze uważałam, że dawać – znaczy otrzymywać. Rozumiałam to tak, że jeśli ja komuś daję całe serce – otrzymam to samo. Ale to właśnie było wielkie uproszczenie, ta moja interpretacja. Och, jak już popadam w taką sentymentalną terminologię, staruszko, to pociągnę to dalej: zabrano mi serce i zwrócono, po wytarciu w nie butów.

Nie bardzo to jest sentymentalne, raczej, powiedziałabym, obrazowe – powiedziała Patrycja, głaszcząc siostrę po ręce.

Pulpecjo. Nie musisz mnie głaskać i pocieszać – stanowczym tonem zwróciła jej uwagę Gabriela. – Ja już mam pewien dystans do tej sprawy. Teraz rozumiem, że Ja…nusz nigdy nie był człowiekiem odpowiedzialnym. Był, i jest nadal, prawdziwie lekkomyślny. Więc nie mógł zachować się odpowiedzialnie, to nie leżało w jego możliwościach. Skąd miał to umieć? A tymczasem miłość po prostu musi łączyć się z odpowiedzialnością. Inaczej jest czym innym. Miłość to jest… trwanie. To jest bardziej akt woli, niż nam się wydaje.

Ale po czym ją poznać?! Wciąż mi tego nie mówisz.

No, po tym, że… jesteś gotowa trwać przy tym człowieku, na dobre i na złe. Może po tym, że… Że co?

Ach, no nie wiem… Pulpa, ja nie bardzo umiem o tym mówić.

-Ale musisz! Siostra cię o to prosi.

Kiedy sama widzisz, że ja ci mówię rzeczy subiektywne. Może u mnie to się objawia tak, a u ciebie akurat odwrotnie. Nie ma recept. Może dla mnie miłość to trwanie i harmonia, a dla ciebie – burza, romantyczne porywy i ciągłe rozstania. Kto to wie.

Wzruszyła ramionami. – Plotę bzdury – zaczęła się usprawiedliwiać. – Nigdy nikomu tyle o sobie nie opowiedziałam.

Wiem, Gabuniu. Dziękuję.

Może ci nie powinnam radzić i dawać recept. Ty jesteś młodzież, a ja już inne pokolenie – powiedziała Gabrysia, wstając energicznie. – Ale to jedno chyba mogę powiedzieć: patrz, czy on jest odpowiedzialny.

-Kto? – spłoszyła się Patrycja.

No, jak to kto: Baltona! – powiedziała Gabriela, uśmiechnęła się szelmowsko – i poszła do pracy.

W literaturze i kinematografii temat miłości jest tym najczęściej poruszanym. Jednak w większości opisywany jest raczej stan zakochania, a nie miłość. Być może dlatego tak wiele osób jest rozczarowanych tym, co przychodzi po czasie chemicznego zakochania. Miłość to bardziej akt woli, świadomego wyboru tej jednej wyjątkowej osoby z zaletami i wadami, za którą chcemy wziąć odpowiedzialność. Pomimo wielu zarzutów o odrealnienie, to myślę, że pod tym względem Jeżycjada wzorowo spełnia rolę literatury traktującej o związkach międzyludzkich. Ta definicja miłości jest dużo bliższa życiu. Podobne podejście przedstawiane jest w „Sztuce miłości” Ericha Fromma, książkę tę bardzo serdecznie polecam każdemu, kto chce bardziej świadomie budować związek. A wracając do Pulpy, wędrujemy z nią poprzez trudny czas dorastania i poszukiwań. Jest to droga inna niż w przypadku Gaby czy Idy. W pewnych zachowaniach przypomina mi zaś nieco Cesię Żak. Jednak trzeba zaznaczyć, że Patrycja jest inna, pełna kontrastów. Jest silna, ale zagubiona. Charyzmatyczna, ale niezwykle delikatna. Wie, czego chce, a jednocześnie bardzo błądzi. Kocha swoją rodzinę, jednak nie identyfikuje się z ich sposobem życia i wartościami.

Co ja tu robię? – głośno spytała Patrycja. – To nie jest miejsce, w którym chciałabym być.
I w chwilę później już wędrowała w stronę dworca Poznań Główny. Niosła torbę wypchaną kostiumem kąpielowym, ręcznikiem oraz pewną ilością kanapek.

Nad jeziorem dwójka zbuntowanych, zagubionych ludzi odnalazła harmonię i siebie nawzajem. Bo z tą miłością to chyba tak jest, wnosi ona harmonię, bezpieczeństwo i moc działania. Tak, jak Hippomenes fortelem zdobył ukochaną Atalantę, tak Baltona zupełnie nie zabiegając o to, rozkochał w sobie Patrycję.

Pulpecja to jedna z moich ulubionych części Jeżycjady, zaś Patrycja jedna z ulubionych postaci. Kto z nas nie bał się dorosłości, a ilu nie bało się przy tym miłości?
Czasy się zmieniają, a problemy młodych ludzi zdają się pozostawać takie same. Bardzo lubię Pulpecję za pewną dynamikę, energię i prostotę. Historia miłosna w tej części jest ujmująca i zahaczająca o kilka uniwersalnych prawd. Jak to na ogół w Jeżycjadzie bywa!

Wykorzystane ilustracje są autorstwa Małgorzaty Musierowicz.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *