Realizm magiczny – „Kronika dziwnych bestii” Yan Ge

Od lat jestem zafascynowana tym, jak literatura Azji Wschodniej przekształca realizm magiczny w narzędzie do opowiadania o współczesności. Po Murakamim z jego surrealistycznymi kotami i równoległymi rzeczywistościami, po Han Kang z jej obsesją na punkcie przemocy i pamięci, po Nam-joo Cho dekonstruującej koreańskie społeczeństwo przez fantastyczne alegorie – Yan Ge dołącza do tego wyjątkowego grona twórców, którzy wykorzystują elementy fantastyczne do mówienia prawdy o naszych czasach.

Świat pełen dwuznaczności

„Kronika dziwnych bestii” wpisuje się w tradycję azjatyckiego urban fantasy, ale robi to w sposób charakterystyczny dla chińskiej wrażliwości literackiej. Gdzie japońscy autorzy często sięgają po groteskę i surrealizm (jak Kōbō Abe czy Yōko Ogawa), a koreańscy po ostrą krytykę społeczną okraszoną fantastyką (Han Kang, Bae Suah), tam Yan Ge wybiera delikatność i wieloznaczność.

Yong’an to miasto, które mogłoby istnieć w każdej współczesnej metropolii azjatyckiej – z jej tempem życia, społecznymi napięciami i poczuciem wyobcowania. Bestie nie są tu orientalną egzotyką, lecz metaforą uniwersalną: innych, obcych, tych, którzy nie pasują do norm społecznych.

Narratorka na granicy gatunków

Postać pisarki-narratorki fascynuje mnie szczególnie w kontekście azjatyckich autorek piszących o kobiecości w XXI wieku. Podobnie jak protagonistki Han Kang czy Mieko Kawakami, bohaterka Yan Ge balansuje między autoeksplorację a dokumentowaniem świata zewnętrznego. Jej przeszłość jako studentki zoologii oraz tajemnica pochodzenia tworzą narracyjną ramę, która przypomina mi najlepsze tradycje japońskiego „watakushi-shōsetsu” (literatura osobista) – z tą różnicą, że tutaj intymność przeplata się z fantasy.

Proces odkrywania własnej tożsamości poprzez dokumentowanie innych gatunków to pomysł, który rezonuje ze współczesnymi dyskusjami o tożsamości w szybko zmieniających się społeczeństwach azjatyckich.

Gatunkowa elastyczność w azjatyckim kontekście

To, co szczególnie doceniam u Yan Ge, to sposób, w jaki łączy różne tradycje gatunkowe. Mieszanka urban fantasy, sci-fi, noir i romansu mogłaby łatwo zamieniać się w chaos, ale autorka – podobnie jak najlepsi przedstawiciele azjatyckiego realizmu magicznego – zachowuje równowagę.

Przypomina mi to podejście Murakamiego do gatunków w „Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland”, czy sposób, w jaki Park Min-gyu w koreańskiej literaturze miesza sci-fi z krytyką społeczną. Każdy element gatunkowy służy tu konkretnym celom – noir dodaje atmosfery industrialnego miasta, romans pogłębia charakteryzacje, a science fiction pozwala na subtelny komentarz społeczny.

Realizm magiczny jako narzędzie krytyki

Fascynuje mnie, jak literatura azjatycka wykorzystuje elementy fantastyczne do mówienia o problemach całkiem realnych. W przypadku „Kroniki dziwnych bestii”, bestie stają się metaforą dla wszystkiego, co w społeczeństwie jest „inne” – migrantów, mniejszości, ludzi z marginesu.

Yan Ge nie narzuca się z przesłaniem tak bezpośrednio jak niektórzy koreańscy autorzy (choćby Cho Nam-ju w „Kim Ji-young, Born 1982”), ale też nie ukrywa krytyki tak głęboko jak japońscy mistrzowie. Znajduje złoty środek – czytelnik wyczuwa głębsze znaczenia w relacjach międzygatunkowych, ale nie czuje się bombardowany manifestem.

Kobiecy głos we współczesnej Azji

Jako czytelniczka zafascynowana współczesnymi azjatyckimi autorkami, widzę w Yan Ge kontynuatorkę tradycji zapoczątkowanej przez takie postaci jak Banana Yoshimoto czy Zhang Ailing. Jest tu ta sama subtelność w opisywaniu kobiecych doświadczeń, ta sama umiejętność łączenia intymnego z uniwersalnym.

Bohaterka „Kroniki” przypomina mi protagonistki z „Breasts and Eggs” Mieko Kawakami – są to kobiety próbujące zdefiniować siebie w szybko zmieniającym się świecie, gdzie tradycyjne role zostały zakwestionowane, ale nowe jeszcze się nie ustabilizowały.

Estetyka a treść

Jedna z rzeczy, które najbardziej cenię w azjatyckiej literaturze fantastycznej, to sposób, w jaki autorzy potrafią uczynić magiczne codziennym, a codzienne – magicznym. Yan Ge opanowała tę sztukę do perfekcji. Jej bestie nie są spektakularne – są po prostu tam, są częścią krajobrazu, czasem piękne, czasem smutne, zawsze prawdziwe w swojej fikcyjności.

Drobne zastrzeżenia

Bogactwo gatunków czasami sprawia, że niektóre wątki mogłyby być lepiej rozwinięte. Liryczny romans, choć piękny, momentami gubi się w gąszczu innych elementów. W porównaniu z mistrzostwem, z jakim np. Han Kang w „The Vegetarian” utrzymuje napięcie wszystkich warstw narracyjnych, Yan Ge czasem pozwala niektórym elementom wyblaknąć.

Brakuje mi też może odrobiny tej surowej poetyckości, którą znajdziemy u japońskich autorek pokroju Yōko Tawady czy Hiromi Kawakami. Yan Ge pisze pięknie, ale jej styl jest bardziej konwencjonalny, mniej eksperymentalny niż to, do czego przyzwyczaiła mnie najlepsza azjatycka proza lat ostatnich.

Miejsce w kanonie

Kronika Dziwnych bestii

„Kronika dziwnych bestii” potwierdza dla mnie, że chińska literatura współczesna znalazła swój własny głos w światowym chórze azjatyckiego realizmu magicznego. Nie jest to naśladownictwo japońskich czy koreańskich wzorców, lecz oryginalna odpowiedź na uniwersalne pytania o tożsamość, przynależność i miejsce jednostki we współczesnym świecie.

„Kronika dziwnych bestii” to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto – jak ja – zauroczył się sposobem, w jaki współcześni azjatyccy pisarze używają fantastyki do mówienia prawdy o naszych czasach.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *