Są takie części Jeżycjady, do których wraca się szczególnie chętnie w określonych porach roku. Noelka jest dla mnie nieodłączną towarzyszką grudniowych wieczorów, kiedy za oknem pada deszcz (bo śnieg to już rzadkość), a w domu pachnie jest przyjemnie ciepło i przytulnie. To książka, którą można przeczytać jednego wieczoru, siedząc pod kocem z kubkiem gorącej herbaty. I za każdym razem kończy się ją z tym samym uczuciem ciepła w sercu.
Ale Noelka to nie tylko świąteczna atmosfera. To przede wszystkim historia niezwykłej bohaterki, która w ciągu jednego wigilijnego dnia musi zmierzyć się z sobą, ze swoim gniewem i z prawdą o tym, kim naprawdę jest.
Dziewczyna twarda jak orzech
Elka Stryba od pierwszych stron intryguje mnie swoją energią i charakterem. Pani Musierowicz opisuje ją jako „zdrową i mocną, jak orzech” – i ten orzechowy motyw przewija się przez całą jej postać: orzechowe oczy, orzechowe loki, ale przede wszystkim – charakter twardy i trudny do zgryzienia.
W domu nazywają ją Kicią, Maleńką, Skarbem. A ona woli, gdy mówią do niej po prostu: Elka. Bo w szkole, jak uważa, jest naprawdę sobą. Traktowana rzeczowo i ostro, a nie jak porcelanowa laleczka, którą trzeba ciągle głaskać.
Lubię ją za tę stanowczość. Za to, że wie, czego chce (nawet jeśli czasem myli się co do tego, czego naprawdę potrzebuje). Za jej niespożytą ruchliwość, głośny śmiech i apetyt na życie – dosłowny i przenośny. Elka pożera przeszkody jak smaczny tort, radośnie i bez umiaru.
Samotna wśród mężczyzn
Jest coś, co od razu zauważam przy każdej lekturze Noelki – Elka to jedyna kobieta w domu pełnym mężczyzn. Ojciec Grzegorz, dziadek Metody i jego brat Cyryjek otaczają ją bezgraniczną miłością, spełniają każde życzenie, zanim jeszcze zdąży je wyrazić. Wydawałoby się – raj na ziemi.
A jednak czegoś jej brakuje.
Elka nie ma matki, siostry, kuzynki. Nie ma kobiecego wzoru, z którym mogłaby się identyfikować. Trzej opiekunowie, każdy na swój sposób kochający, tworzą wokół niej swoistą złotą klatkę. Metody – ten szarmancki łgarz i prowokator, który uwielbia wyprowadzać ludzi z równowagi. Cyryjek – melancholijny stary kawaler o oczach jak niezapominajki, drobiazgowy i niezawodny. I ojciec – zapracowany matematyk, który wiecznie siedzi w swoim gabinecie.
Kiedy Elka trafia do domu Borejków, pełnego kobiet i dziewcząt, z jednym tylko zaczytanym mężczyzną w tle, po raz pierwszy w życiu odkrywa, że chciałaby mieć matkę, siostrę lub przynajmniej kuzynkę. To piękne, subtelne odkrycie, które pani Musierowicz podaje bez patosu, jakby mimochodem.
Jedna Wigilia, która zmienia wszystko
Fabuła Noelki rozgrywa się w ciągu jednego dnia i w tym jednym dniu Elka przechodzi drogę, którą inni przemierzają latami.
Zaczyna się od rozczarowania – tajemniczy Baltona, chłopak z Harleyem-Davidsonem, w którym się zakochała, nie przyszedł na umówioną przejażdżkę. Potem dowiaduje się, że dziadek zaprosił na Wigilię jakąś dawną znajomą, Terpentulę. A na domiar złego ojciec wyznaje, że chce spędzić część wieczoru u „pewnej znajomej”.
I Elka wybucha. Siedemnastolatka, która czuła się księżniczką w swoim domu, nagle odkrywa, że świat nie kręci się wyłącznie wokół niej. Że inni ludzie też mają swoje życie, swoje potrzeby, swoje sekrety.
Wypędzili Baltonę! Terpentula! Samotny! A ja? A ja?? A ja??? Przestałam się liczyć?
Słowa, których nie można cofnąć
Jest w tej książce scena, która zawsze ściska mnie za gardło. Elka, wściekła i zraniona, wybiega z domu. Biegnie przez deszcz, trafia pod Rondo i tam widzi Terpentulę – elegancką starszą panią, która sprzedaje swoje obrazy, siedząc na składanym stołeczku.
I krzyczy jej prosto w twarz:
Ja nie chcę, żeby pani przychodziła!!! Nie chcę handlarek w domu na Wigilii!!!
Ledwie to wykrzyknęła, już się zlękła tego, co robi. Ale było za późno. Słowa wyfrunęły. Pani Musierowicz opisuje to z chirurgiczną precyzją – jak Elka „widzi” dalszą drogę swoich słów i obserwuje szkody, jakie wyrządziła.
Dlaczego tak lubię tę scenę? Bo jest boleśnie prawdziwa. Każdy z nas choć raz w życiu powiedział coś, czego natychmiast żałował. Każdy wie, jak smakuje wstyd – to mdlące uczucie, którego Elka nie rozpoznała od razu, bo nawiedziło ją z taką siłą po raz pierwszy w życiu.
Dom, w którym wszyscy się śmieją
Kontrast między domem Strybów a domem Borejków jest uderzający. U Strybów – trójka mężczyzn rywalizujących o uczucia Elki, wieczne spory o drobiazgi, kuchenne pomniejsze konflikty. U Borejków – radosny chaos, zatłoczone książkami pokoje, ciepło bijące z każdego kąta.
W tym domu wszyscy się śmieją – zauważa Elka.
A w twoim domu się nie śmieją?
No, raczej właśnie nie.
I wtedy po raz pierwszy się zastanawia: dlaczego? Ta refleksja to początek jej przemiany.
Gwiazdor i Aniołek
Wątek Tomka Kowalika, prawdziwego Świętego Mikołaja (bo w Wielkopolsce mówi się przecież Gwiazdor), który wraz z Elką przebraną za Aniołka kolęduje w wieżowcach – to czysta radość czytania. Ich kłótnie w zepsutej windzie, wzajemne docinki, powolne odkrywanie, że może jednak coś ich łączy…
Tomek jest dla Elki lustrem. Mówi jej wprost to, czego inni nie śmieli powiedzieć: że zachowała się po chamsku, że wykopała zbłąkanego wędrowca w Wigilię, że ma wredny charakter. A ona – po początkowej furii – zaczyna słuchać.
Każdy by się tak zachował na moim miejscu – broni się.
Ale sama nie wierzy w to, co mówi.
Przełamanie opłatkiem
Zakończenie Noelki to czysta magia. Elka wraca pod Rondo, gdzie Terpentula zgromadziła wokół siebie prawdziwy tłum – Rosjanki, Wietnamczycy, Niemcy, Rumuni. Wszyscy świętują razem, pod choinką Strybów (tą samą, którą Elka ubierała z dziadkiem), przy stoliku zastawionym smakołykami z różnych stron świata.
I Elka podchodzi do Terpentuli. I prosi o przebaczenie.
Wybaczy mi pani?…
Przecież wszystko jest w zupełnym, zupełnym porządku!
I przełamują się opłatkiem. A Elce spada z serca wielki i ciężki kamień. Dopiero wtedy, kiedy spadł, poczuła, jak bardzo był ciężki.
Dlaczego lubię Noelkę?
Lubię tę część Jeżycjady za jej świąteczne ciepło, ale bez ckliwości. Za deszcz zamiast śniegu – bo prawdziwe Wigilie rzadko wyglądają jak z pocztówki. Za prawdziwe emocje – gniew, wstyd, zazdrość, ale też radość i przebaczenie.
Lubię Elkę za jej niedoskonałość. Za to, że jest rozpieszczona, wybuchowa i czasem wredna. Za to, że potrafi powiedzieć okrutne rzeczy, a potem tego żałować. I przede wszystkim – za to, że potrafi przeprosić.
Bo Noelka to w gruncie rzeczy opowieść o tym, że jeden dzień może zmienić wszystko. Że można wyjść z domu w gniewie, a wrócić z sercem otwartym na nowo. Że pod twardą skorupą orzecha kryje się wrażliwe, łaknące miłości wnętrze.
I że Wigilia – nawet ta deszczowa, chaotyczna, pełna nieplanowanych gości – może być naprawdę magiczna.









Dodaj komentarz