Łasuch literacki: rogaliki pani Basi

U pana Paszkieta w „Idzie sierpniowej” gotuje pani Basia, wierna gosposia. Jest to staruszka rumiana i pracowita. Czuje, że żyje tylko wtedy, gdy jest czymś skrzętnie zajęta. Bezczynność uważa za grzech, też zresztą uważam. Niemal codziennie Basia piecze jakieś ciasto na podwieczorek. Jakieś? Phi! Nie jakieś ciasto, tylko wspaniałe ciasto! I w dodatku nieźle pracochłonne. Że też się starowinie chce! – no, tak, ale z drugiej strony – jakaż to satysfakcja wiedzieć, że grymaśny pan Karolek jednak sięga po ciasteczko! Pani Basia ma do swego wieloletniego chlebodawcy stosunek macierzyński. Lubi mu podtykać smakowite kąski, dbać o niego, zrzędzić i parzyć ziółka.

Rogaliki drożdżowe

Rogaliki z konfiturą piecze Basta na dwa różne sposoby. Do szklanki letniego mleka wrzuca Basia roztarte z łyżeczką cukru 5 dkg drożdży. Posypuje rozczyn łyżką mąki, odstawia do wyrośnięcia. Pół kostki margaryny lub masła rozpuszcza, studzi. Do 70 dkg przesianej mąki wsypuje Basta 3/4 szklanki cukru, szczyptę soli, cukier waniliowy, dodaje 2 żółtka i 1 całe jajko, wlewa rozczyn, a wreszcie stopione masło i ubija. Rzecz ciekawa, że staruszka nie woła do pomocy nikogo, choć wcale nie należy do najsilniejszych. Tłumaczy się to zjawisko dwiema przyczynami: po pierwsze, Basia jest dzielna, samowystarczalna i dumna. Po drugie – jej wypraktykowany sposób ubijania ciasta drożdżowego jest wcale nie fatygujący. Basia nie musi używać wiele siły do bicia kopystką w ciasto; ona po prostu nie bije, wiedząc doskonale, że rzecz polega po prostu na wpuszczeniu do ciasta jak największej ilości powietrza, a nie na biciu. Toteż, ustawiając kopystkę pod odpowiednim kątem, potrafi ubić ciasto bez pośpiechu i zmęczenia. Ot, takie sobie klap-klap w tempie andante ma non troppo. Po wyrośnięciu ciasto oczywiście rozwałkowuje na stolnicy i wycina zgrabne, nieduże trójkąty, które nadziewa konfiturą wiśniową. Znakomite efekty osiąga Basta również, kiedy zdecyduje się poświęcić nadzienie mały słoiczek swej sławnej konfitury pigwowo-jeżynowej lub tej najlepszej różanej! (obie niebiańskie w smaku!). Ale, prawdę mówiąc, i twarożek z rodzynkami oraz skórką pomarańczową komponuje się znakomicie z tym pulchniutkim, drożdżowym ciastem. Tak czy inaczej, Basia układa pośrodku każdego trójkąta kupkę nadzienia, po czym raz-dwa zwija rogaliki dbając o to, by nie pozostawiać nadzieniu żadnego otworka, którym mogłoby wypłynąć na zewnątrz. Gotowe rogaliki układa na natłuszczonej blasze, a smaruje po wierzchu rozmąconym żółtkiem. Pozostawia je tak trochę do wyrośnięcia, a tymczasem nagrzewa piekarnik do 180 stopni i w tej właśnie temperaturze piecze rogaliki przez 15-20 minut.

Rogaliki miniaturki

Te maleńkie precjoza nadają się szczególnie dobrze na podwieczorki dla grona eleganckich, pięknych pań. Jak wiadomo, ich upierścienione i zadbane dłonie niechętnie sięgają po ciasta ciężkie, kruszące się, tłuste lub lepkie. Nie. Piękne damy, jeśli już sięgają wytworną dłonią po ciasteczko, to po maleńkie, takie, które bez trudu mogą ująć czubkami dwóch palców, bez uszczerbku dla szminki włożyć maleństwo pomiędzy ust korale i zgryźć je jednym ciosem zębów. U pana Paszkieta takie piękne damy nie bywają z reguły, ale po prostu Basia od czasu do czasu stwierdza, że ma w lodówce przedwczorajszy twarożek homogenizowany, więc żeby się nie zmarnował – wykonuje z niego te oto rogaliki. Zagniata ciasto z twarożku, kostki margaryny lub masła, 2 i pół szklanek mąki oraz łyżeczki cukru pudru. Jak widzimy, ciasto jest mało słodkie i takie ma pozostać. Słodyczą bowiem tchnąć będzie nadzienie. Po zagnieceniu ciasta i uformowaniu z niego zwartej, gładkiej kuli Basia chowa je na parę godzin do lodówki, zawinięte w foliowy woreczek. Po tym czasie ciasto wyjmuje, wałkuje dość cienko i wykrawa z niego kieliszkiem do koniaku małe kółka. W te właśnie kółeczka nakłada Basia odrobinę konfitur i składa kółko w pół, a następnie skleja jego brzegi i formuje maleńki półksiężyc. Piecze w średnio nagrzanym piekarniku, uważając, by nie przypalić drobiazgu. Po upieczeniu i przestygnięciu ciasteczek Basia posypuje je przez sitko cukrem pudrem i już. Można podawać. Rogaliki miniaturki są pyszne, ciasto jest podobne do francuskiego i chrupie przyjemnie w zębach, a odrobina konfitury, która spływa z wnętrza rogalika, doskonale uzupełnia wytrawny smak ciasta. Małe, kruche, ale z charakterem, niby suche, ale z kroplą słodyczy, ukrytą w głębi – takie są te ciasteczka. Podobne do pani Basi, prawda?

Przepis został opublikowany w książce „Łasuch literacki”, autorstwa Małgorzaty Musierowicz


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *