Napisałam już o Cesi Żak, napisałam też o Anieli Kowalik i chronologicznie rzecz traktując, powinnam już dawno temu napisać o Gabie. Jednak za każdym razem, gdy próbowałam się za to zabrać, to jakoś tak po kilku zdaniach wpadałam na inne pomysły. Ale muszę w końcu to zrobić, muszę w końcu zdobyć się na coming out i nie oszukiwać Was i siebie. A więc: nie pałam wielkim uczuciem do Gabrieli.

W tym momencie pewnie stracę sympatię połowy czytelniczek, dla których jest ona wzorem, jednak musiałam to napisać. Tekst ten będzie próbą wypośrodkowania swoich nierozsądnych uprzedzeń z podkreśleniem zalet tej bohaterki.
Gabriela Borejko, a później Pyziak i Stryba, to kluczowa postać w Jeżycjadzie. Wiemy o tym wszyscy, wszak występuje ona niemal w każdej części! Jest matką trójki bohaterów, którzy doczekali się własnych części, a to oznacza, że jest ukazana również z perspektywy swoich pociech. A są to odczucia naprawdę odmienne. Poznajemy ją oczywiście w Kwiecie Kalafiora, jednej z kultowych części, tak zwanej starej Jeżycjady. Jest energiczna zadaniowa, uśmiechnięta i zaradna. Jest przy tym wzorową córką i siostrą. W sytuacji kryzysowej, czyt. operacji Mili, doskonale przejmuje jej obowiązki i dba o cały dom, mając na głowie szkołę. Chwała jej za to, chociaż starania wszystkich kobiet rodu Borejko, doprowadziły do sytuacji, kiedy to Ignacemu można by śmiało przyznać orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu lekkim. Ale cóż, to były inne czasy, raczej. Więcej na ten temat napisałam w tekście o Laurze: https://jezycjada.home.blog/2019/08/04/laura-pyziak-i-jej-trudna-milosc/?fbclid=IwAR2RoJyOLr_pIfeMKwQvbJ2dR8CIQwkli3MFwVbMaSOIzepPdcOV1yTjZA4
Trzeba przyznać, że Gabriela ma w sobie dużo empatii i ciepła. Spaja rodzinę, dzięki czemu traktują ją jako jej fundament. Nastoletnia Gaba była typem chłopczycy, chociaż zostało jej to i później. Lubiła sport, miała świetne oceny i dobrych przyjaciół. Wokół niej skupieni byli nasi starzy dobrzy znajomi, Anielka, Cesia, Pawełek, Hajduk i Robrojek. Bardzo lubiłam ten zabieg przemycania wcześniejszych bohaterów do kolejnych części, co wzbogacało koloryt Borejków. Szkoda, że później młode pokolenie w zasadzie nie miało przyjaciół, ale do rzeczy. Gabriela była centrum dobrej energii, co jest rzeczywiście wspaniałe, bo wielu z nas odbiera to jako charakterystykę idealnej bohaterki. Rzeczywiście, trzeba przyznać, że dobra z niej dziewczyna, fajnie by było mieć taką koleżankę. Jednak czytając Kwiat Kalafiora miałam poczucie, że w porównaniu do Cesi i Anieli, Gaba jest po prostu mniej zarysowana charakterologicznie. Miła, dobra, uczynna osoba, ale niewiele wiemy o jej życiu wewnętrznym. Większe emocje wzbudzał w niej nicpoń Janusz Pyziak, podręcznikowy bad boy. Niedostępny, trochę kobieciarz, bajerant. Nawet poczciwa Gaba poddała się jego urokowi, a przez tego o to Pyziaka zamek rodziny Borejko zadrżał w posadach. Oto doszło do nieślubnej ciąży, jeżeli nie wierzycie to warto wrócić do rozmowy Mili i Róży na ten temat w Języku Trolli. Mila zdołała wpłynąć na Pyziaka i ten jednak mimo uprzedzeń do instytucji małżeństwa postanowił się z Gabą ożenić. Jak wiecie, Pyziak szybko doszedł do wniosku, że domowe pielesze nie są dla niego i Gaba została sama z dwójką dzieci. Pomimo wsparcia i ciepła rodziny, długo nie mogła uporać się z rozpadem małżeństwa. W domu Borejków jest to temat tabu, co odcisnęło się na psychice Tygrysa. Ogólnie postawa Gaba wobec Laury budzi moje duże wątpliwości. Oczywiście dziewczynka była bardzo trudnym dzieckiem, bardzo nie „borejkowskim”, jakby się pozornie wydawało. Jednak notoryczne ucieczki Gaby od pytań o ojca jej córki zaowocowały tylko tym większą chęcią dociekania prawdy. Relacja Gabrieli i Laury jest dużą rysą na postrzeganiu ich obu. Mówię obu, ponieważ wbrew pozorom to nie tylko Laura jest tu tym złym ogniwem. Gaba nie radzi sobie zupełnie z problemami córkami, nie umie z nią rozmawiać, ucieka przed nią i rozmową na temat ojca. „Kłamie jak ojciec” to jedno z jej zdań, choć przecież nie wszystko można zrzucić na geny, bo chyba ważniejsze jest jednak wychowanie.

Przechodząc do tego, co u tej bohaterki można uznać za najlepsze, to jest to z pewnością jej wrażliwość, empatia i opiekuńczość. Polega na niej cała rodzina, jest jej opoką i siłą. Wszyscy ją kochają i cenią. W odróżnieniu od Idy waży słowa i czasami więcej wyraża po prostu czynami. Rzadko mamy do czynienia z jakimiś rozbudowanymi dialogami z jej udziałem, ale w większości zawierają one sporo mądrości, z której można czerpać garściami.
A ja wierzę w miłość (…). Ona zwycięża zawsze, prędzej czy później. Bo nawet wtedy, gdy się w nią nie wierzy – ona przecież jest. I działa. A jej działanie, tak jak działanie prawdy, jest niezawodne.
Nie ma żadnego „ja” (…). Nie ma żadnego „ty”, bo sami w sobie nie istniejemy. Swoje istnienie czerpiemy z wzajemnej zależności wszystkich od wszystkich i wszystkiego od wszystkiego. Jesteśmy – jednym.
Szczęście jest chyba czymś takim, jak okulary pana Hilarego.
Prawdopodobnie jest wspaniałą przyjaciółką, choć regularność kontaktów z Robrojkiem i Kreską jest raczej wątpliwa. W obliczu sytuacji kryzysowej na Gabę można po prostu liczyć, a jest to zdecydowanie człowiek czynu. Przygarnęła Bellę bez zbędnego gadania, wspiera Roberta i Kreskę.
Gaba to potrafi (…). Potrafi naprawdę współczuć. Potrafi brać na siebie ciężary innych ludzi. Jak to jest możliwe, że jej samej nie jest zbyt ciężko?
A może jest jej ciężko, tylko ona po prostu ma w sobie tyle siły.
Ale skąd czerpie tę siłę?
I jak się ta siła rodzi?
Wielu innych bohaterów serii zastanawia się nad tym, ale nie wiemy w sumie, jak to jest. Wręcz imponująca jest postawa Gaby wobec rodziny, taka opiekuńcza i wyprzedzająca ich potrzeby. Ktoś powiedział o niej: święta Gabriela Poznańska. Rzeczywiście jest to swojego rodzaju anioł tej rodziny i nieco też osoba umęczona. Wystarczy przypomnieć sobie sytuację, gdy Grzegorz chciał zabrać ją na krótki wyjazd lub gdy pojechała odebrać Natalię z lotniska. Kilkukrotnie podkreślone jest, że rodzina bez niej nie funkcjonuje zbyt dobrze, bo jest dobrym duchem i podporą całego domu.
Monologów wewnętrznych Gaby mamy nie za wiele, widocznie ma to podkreślić jej introwertyczność. Wiemy za to, jak postrzegają ją członkowie rodziny i to oczywiście mówi o niej bardzo dużo. Wiele na ten temat mówi nam jej wypadek samochodowy, kiedy to ona sama niewiele mogła powiedzieć, w sumie jak zawsze, ale za to mówili jej bliscy. I przez każdego przemawiała rozpacz, bezradność i lęk. Pielgrzymki do Gabowego szpitalnego łóżka zaowocowały wieloma intensywnymi monologami, w tym najważniejszym, Laury. Był to moment, kiedy w końcu pękła między nią tama żalu ze strony córki.
Doceniam Gabę i jej dobro, natomiast wydaje mi się, że jej postać została w pewien sposób pozostawiona na zakurzonej półeczce w galerii portretów wszystkich członków rodziny Borejko, niby w centrum, jednak bez potrzeby odświeżenia. A szkoda! Gaba z Kwiatu Kalafiora była dziewczyną temperamentną, charyzmatyczną i przekonującą. Tak wiem, młodość rządzi się innymi prawami. Rozwód ją załamał, ale litości, przydałby się, choć ułamek esencji z tamtej postaci w obecnej Gabrieli. Jest dobra, wspaniała, empatyczna, ale czy naprawdę wszystkie jej myśli to wyłącznie dbanie o bliskich?
Cytaty opisujące ją najlepiej:
Ja często mam to uczucie, że… że jestem okropnie, niewybaczalnie nie w porządku (…). Kiedy widzę ludzi chorych albo bardzo nieszczęśliwych… wiem, że powinnam, na dobrą sprawę, rzucić wszystko i iść tam, pomagać.
Gabriela była dzielną, wesołą i normalną kobietą.
Problem polegał na tym, że świat wokół niej stawał się coraz bardziej nienormalny.
To dlatego bała się oglądać dzienniki telewizyjne. I dlatego miała wciąż uczucie, że czemuś jest winna. Nawet wtedy, gdy komuś pomagała; wtedy może nawet jeszcze bardziej, bo jej się zdawało, że oszukuje sumienie.
I to jest oczywiście piękne, ale…
Chcę więcej Gaby w Gabie! Mniej lukru, więcej pogłębienia jej przemyśleń, rozterek i nastrojów. Tak jak to było w Kwiecie Kalafiora. Każda z sióstr Borejko ma dużo bardziej rozbudowaną charakterologiczne osobowość, z typowo ludzkimi rozterkami życia codziennego. Tylko nie Gaba.
Przyznaję, że bohaterkę oczywiście lubi się z zasady ze względu na szereg jej cnót i zalet, ale czy nie zasługuje ona na więcej emocji?

Oczywiście to chyba jedna z nielicznych postaci w Jezycjadzie, która jest krystalicznie dobra, a świat, nawet wymyślony, również takich potrzebuje.
Dobrze, że taka postać jest, szkoda, że często pozostaje w tle, choć niby pierwszoplanowo. Szanuję jednak wszystkich jej sympatyków, więc nie będę tutaj bardzo narzekać.
(…) jest istotą o potężnym ładunku ciepła ludzkiego; co tworzy rzadko spotykaną kombinację z jej stanowczym i niewątpliwie silnym charakterem. Kobiety tak skomponowane zawsze mnie zachwycają.
I tego się trzymajmy! Chciałam napisać więcej, tak jak o Idzie czy Nutrii, jednak utknęłam w miejscu i postanowiłam zostawić to Wam, wiernym wielbicielom Gaby. Napiszcie, za co kochacie tę postać, a później zbiór takich wypowiedzi opublikuję tutaj.
Wszystkie użyte ilustracje są autorstwa Małgorzaty Musierowicz.









Dodaj komentarz